czwartek, 18 sierpnia 2016

Jack Wolfskin Wolf Bottle Grip 1.0 L - butelka na wodę - opinia.


   Od jakiegoś czasu już rozważałem różne sposoby transportu wody tudzież innych trunków podczas aktywności outdoorowych. Plastikowym butelkom jakoś tak mówię nie. Termos okej, ale jest cięższy i używa się go raczej w chłodniejszych porach roku. Bidon rowerowy? Większość lubi przeciekać niestety. A na przeciekanie w plecaku nie mogę sobie pozwolić (aparat foto, kurtka za parę stów itd. itp.). Bukłak do plecaka? Za dużo roboty i zabawy z nim. Chciałem coś tylko na okres od wiosny do jesieni, tanie, lekkie i funkcjonalne.



   Padło na najprostszą, najzwyklejszą butelkę aluminiową na wodę firmy Jack Wolfskin, model Wolf Bottle Grip o pojemności 1 litra (ciężko już dostępny bo firma przestała je produkować). Butelka ta występuje jeszcze w wersji 0,75 litra. Kolor czarny jak smoła z tradycyjnym żółtym firmowym napisem i wilczą łapką, która jest elegancko wytłoczona. Fajnie, że powierzchnia butelki jest chropowata, nie ślizga się przez to w ręku. Natomiast mały minusik za delikatność tejże farby. W styczności z np. pompką rowerową  czy skuwaczem do łańcucha, które wożę w plecaku podczas rowerowych eskapad, butelka się trochę porysowała. Może każda by się porysowała, nie wiem. Może za bardzo wydziwiam?  Korek/zakrętka plastikowa z uszczelką w środku oczywiście. W korku jest duży otwór, dzięki któremu butelkę można łatwo przypiąć np. małym karabinkiem do plecaka czy paska od spodni. Ja z tego patentu na razie nie korzystałem. Zawsze butelkę, ze względu na litrowy gabaryt noszę w plecaku. Zakręcony korek szczelnie utrzymuje płyn w środku. Nic nie cieknie.

   Płyny, które wlewam do butelki to głównie herbata lub woda z sokiem czy np. rozpuszczoną pigułą Isostara. Nie próbowałem z kawą i napojami gazowanymi. Po kawie pewnie zostanie posmak, gazowane picie mogłoby wyciekać. Nie wiem, nie próbowałem. Może nic by się nie działo złego. Na razie nie zauważyłem, żeby butelka złapała jakiś zapach napoju. Po użyciu myję ją ciepłą wodą z użyciem płynu do naczyń. Środek kilka razy przepłukuje i tyle. Nie zostawiam jej zakręconej po wyschnięciu. Tak samo też postępuję z termosami.

W podróży Wąskotorową Kolejką Rogowską.

   Butelka jest z aluminium, toteż po wlaniu wrzątku robi się gorąca. Stygnie może trochę wolniej niż gorąca herbata wlana do zwykłej plastikowej butelki. No ale to nie jest termos z założenia, więc normalne, że będzie stygło. Natomiast zauważyłem, że w upalny dzień wlany zimny napój dłużej utrzymuje chłodną temperaturę. Jeszcze jak butelka jest schowana w plecaku to picie takiego płynu w spory upał jest całkiem przyjemne.

   Butelkę używam podczas pieszych wędrówek, jazdy na rowerze, a ostatnio zabieram ją nawet na grzybobrania do lasu. Czasem też biorę ją w podróż pociągiem do mamy i z powrotem. Rozwiązanie wygodne i praktyczne, wielokrotnego użytku. Zawsze gdy skończy się napój, butelkę można wypłukać w strumieniu czy pod kranem u kogoś na szlaku i nalać czystej wody, wrzucić Isostara, i mamy gotowe picie na drogę. Ewentualnie można nalewać tylko czystą wodę w trasę, a jak ją zużyjemy, to już zależy od nas samych (do przygotowania ciepłego picia, obiadu czy nawet do umycia się).


   Lubię moją wilczą butelkę, przyznaję się. Lubię mieć ją w drodze przy sobie. 

W zacnym towarzystwie: kask Bontrager Solstice, rękawiczki Fox Ranger. 

środa, 10 sierpnia 2016

Wieżyca, czyli kaszubski ,,Everest’’ zdobyty! (10 maj 2016 roku).


   W maju jadąc nad morze do Łeby i Słowińskiego Parku Narodowego postanowiliśmy tak trochę na szybko i po macoszemu zahaczyć o Kaszuby i jej największe atrakcje. Niewątpliwie jedną z nich jest najwyższe wzgórze w pasmie morenowych Wzgórz Szymbarskich. Wieżyca, bo o niej mowa oczywiście, wznosi się ponad otaczającym ją lasem bukowym na wysokość 328,7 metrów n.p.m. Dokładnie znajduje się w województwie pomorskim, powiecie kartuskim i w gminie Stężyca. Jest najwyższym wzniesieniem nie tylko na Kaszubach, ale też na całym Niżu Europejskim.

Wejście na szlak prowadzący na szczyt Wieżycy.

   Chcąc ,,zdobyć’’ ten kaszubski szczyt szczytów należy samochód zostawić na ładnym parkingu tuż przy szosie. Potem kilkaset metrów udać się pieszo do wejścia do Rezerwatu Przyrody ,,Szczyt Wieżyca na Pojezierzu Kaszubskim’’. Z drogi dobrze oznaczoną ścieżką czeka Nas około 15-20 minutowe podejście na szczyt.

Na szlaku delikatnie pod górę.

   Wierzchołek porośnięty jest przepięknym lasem bukowym, więc widoki z niego żadne. Jednak, ku uciesze turystów, na szczycie wznosi się potężna metalowa wieża widokowa. Ma wysokość 35 metrów, a na najwyższą platformę widokową prowadzą 182 stopnie. Także można się troszkę zgrzać i zasapać. Tlenu Nam nie braknie raczej. Oczywiście wieża nosi imię Jana Pawła II. Wstęp na wieżę też oczywiście jest płatny (6 zł bilet normalny), a bilet można kupić w budce pod wieżą. My byliśmy w maju i już płaciliśmy. Poza sezonem nie wiem jak jest z opłatami i wstępem. Za parking też nie płaciliśmy…pewnie uznali, że na parking płatny maj to nie sezon. Mniejsza z tym.

Wieża na szczycie...

...i oczywiście krzyż.
 
   Po kilku głębszych (nie kielonkach Moi Drodzy tym razem) wdechach i wydechach pokonujemy ostatni stopień schodków i wchodzimy na dużą górną platformę widokową. Jest zadaszona, wieża jest metalowa, więc pewnie podczas burzy można doświadczyć ciekawych efektów. To co zauważyliśmy, to że wieża fajnie się kołyszę od kroków i od wiatru. Efekt na górze jest dziwny. Przy Nas na przykład pewna pani będąc w połowie schodów nie zdecydowała się iść dalej i zrezygnowała. 

   Widok z wieży jest nieograniczony z żadnej strony. Wzniesienie i wieża wyraźnie górują nad okolicą aż po horyzont. Mamy doskonały widok na Kaszubski Park Krajobrazowy i Pojezierze Kaszubskie. Doskonale widać charakter i rzeźbę terenu – pofalowane pagórki i między nimi liczne jeziora, całość pokryta pięknymi lasami i malowniczymi polami oraz łąkami. Niedaleko połyskiwały tafle jezior: Patulskiego, Ostrzyckiego, Raduńskiego Górnego i Dolnego. Pogoda i widoczność Nam dopisały tego dnia. Na szczycie wieży spędziliśmy dobre 45 minut delektując się widokami i ciszą.


Najwyższa kondygnacja wieży widokowej.

A z niej widoki dookoła bez ograniczeń. 




   Jeśli tylko kiedyś będziecie w okolicy lub będziecie zmierzać nad polskie morze w okolice Łeby czy Ustki, to po drodze zajrzyjcie w okolice Kartuz i zróbcie sobie spacer na Wieżycę. Na pewno nie pożałujecie!!







,,Szwajcaria Kaszubska''


niedziela, 3 lipca 2016

Jezioro Łebsko z punktu widokowego we wsi Kluki


  Korzystając z kilku wolnych dni w maju pojechaliśmy z Magdaleną w Nasze ulubione sprawdzone miejsce nad morzem, czyli do Łeby. To małe portowe miasteczko ma swój niepowtarzalny urok i klimat. Do tego piękna plaża, dokoła miasta dzikie tereny i perełka wśród polskich parków narodowych – Słowiński Park Narodowy. Ale tym razem nie będzie o parku ani o Łebie. 


  Jeden dzień poświęciliśmy na zwiedzenie Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach, ale o tym też teraz nie będę pisał (o muzeum pojawi się osobny tekst na blogu). Chciałbym Wam pokazać zupełnie inne miejsce położone jakieś półtora kilometra od wsi Kluki, na jej końcu tak jakby. 


  Kluki położone są nad Jeziorem Łebsko, trzecim co do wielkości jeziorem w Polsce. Cała zresztą historia wsi i życie jej mieszkańców są związane z tym jeziorem. A moim zdaniem najlepszy punkt widokowy na Łebsko znajduje się właśnie na końcu wsi Kluki. Na nowszych mapach turystycznych jest on zaznaczony już, na tych starszych niekoniecznie. Po zwiedzeniu muzeum we wsi można się przejść pieszo kawałek asfaltem lub podjechać na parking autem. Stąd już trzeba iść pieszo około kilometr polną drogą do widocznej w trzcinach jeziora wieży widokowej. Spacer upłynął Nam przyjemnie choć za nami szalała burza a od strony jeziora wiał dość silny i chłodny wiatr.

Ku wieży widokowej na Jezioro Łebsko.

  Na miejscu pod wieżą są stoły i ławy, więc można usiąść i odpocząć. My od razu pokonaliśmy kilkadziesiąt stopni po drewnianych schodkach i weszliśmy na taras widokowy. Widok jest niesamowity!. Widać prawie całe jezioro Łebsko i ,,falujące pola’’ szuwarów przy brzegu. Do tego w oddali, hen przed Nami na drugim brzegu oświetlone słońcem ruchome wydmy Słowińskiego Parku Narodowego. Coś fantastycznego, naprawdę!. I wiecie co jeszcze? Słychać było tylko szum wiatru, plusk wody i falujące trzciny. Dookoła pusto. Ostatnie domy Kluk też daleko. I z tyłu burza za Nami. Tutaj czuć bliskość z naturą. 

Już prawie...

i widok z wieży!.

  Gdziekolwiek jesteście szukajcie takich miejsc, mało znanych i odwiedzanych, a przez to pięknych i cichych. 





Za Wikipedią:

,,Łebsko (kasz. Łebskò, niem. Lebasee) – jezioro przybrzeżne w województwie pomorskim (na terenie gmin Wicko oraz Smołdzino) na Wybrzeżu Słowińskim, trzecie pod względem powierzchni jezioro w Polsce.

Ma powierzchnię 7142 ha, długość 16,4 km, szerokość 7,6 km a maksymalna głębokość to 6,3 m (kryptodepresja)’’.



Link do strony internetowej Słowińskiego Parku Narodowego - http://slowinskipn.pl/pl/


Widok na jezioro w stronę Łeby.

Zabudowania wsi Kluki, droga do wieży i burza nad charakterystyczną piramidą Rowokołu.


Na pomoście...trochę chybotliwy jest

W oddali jasne piaski ruchomych wydm. 



sobota, 18 czerwca 2016

Skarpety Smartwool Hike Medium Crew - test roczny.


  Dzięki portalowi sprzętowemu NGT.pl oraz dystrybutorowi marki Smartwool w Polsce, firmie RAVEN Outdoor z Krakowa otrzymałem do rocznego testowania skarpety tejże firmy. 

  Skarpety Smartwool model Hike Medium Crew. Na kartoniku widnieje dumnie napis ,,Made in Italy'' - brawo, że nie chińszczyzna!. Rozmiar to ,,L'' , czyli europejskie 42-45. Rozrzut spory, ale po założeniu skarpet wszystko jest w porządku. Skarpety dobrze przylegają, nic nie uciska, nic nie jest za luźne. Długie są, sięgają mi do połowy łydki prawie. Kolor to taki miszmasz szarości ,,Gray''. Nawet ładne są, brudu nie będzie widać na pewno. W dotyku są bardzo mięsiste, grube, fajnie też się rozciągają. Na razie pochodziłem w nich tylko po mieszkaniu i uczucie jest takie, że jakby się w domowych mięciutkich bamboszach było. Mega przyjemne skarpety. 




  Ze względu na aż 65% zawartość wełny Merino skarpety są ciepłe, to czuć od razu. Na lato? Być może dadzą radę, chociaż bardziej widzę je w akcji jesienią i zimą. Ale zobaczymy bo producent klasyfikuje je jako skarpety trekingowe na każdą porę roku. Do tego mają nie łapać brzydkich zapachów nawet przez 2-3 dni noszenia. Pochodzimy, zobaczymy. 


Skład podany na kartoniku: 65% wełna Merino, 35% Nylon.



  SMARTWOOL jest największym amerykańskim brandem, specjalizującym się w produkcji skarpet trekkingowych i biegowych oraz bielizny termicznej. W segmencie skarpet posiada ok. 80% udział w amerykańskich, specjalistycznych sklepach. W czerwcu 2014 roku Smartwool znalazł się na prestiżowej liście 50 najbardziej rozpoznawalnych marek sportowych na świecie według organizacji Brand Strength Index. W procesie produkcji Smartwool bazuje głównie na wysokiej jakości wełnie, pochodzącej od nowozelandzkich owiec z rasy merino.





Bamboszki

Wszystkie uwagi, spostrzeżenia i wnioski z używania skarpet będę zamieszczał w tym wątku. Końcowa recenzja pojawi się już w nowym temacie.


Więcej informacji na http://www.smartwool.com.

Ciąg dalszy!

Smartwool Hike Medium Crew, rozmiar L (42-45) 

Po pierwszym dłuższym użyciu, około 4-godzinnym, daje się zauważyć lekkie rozciągnięcie obu skarpet na palcach i śródstopiu. Może to efekt dość sporego rozrzutu rozmiarowego? W końcu mają pasować na rozmiar stóp 42-45. Ja mam takie 42,5/43, więc efekt delikatnego luzu skarpet na stopach może występować. Po zdjęciu butów i macaniu ręcznym skarpet – czułem delikatne zawilgocenie w okolicy palców. W temperaturze około 15 stopni C i przy małej aktywności ruchowej było mi trochę za ciepło w stopy (buty bez membrany). Dla mnie idealna temperatura dla tych skarpet będzie poniżej 10 stopni C.

Trzymanie skarpet w butach jest jednak bez zarzutów na razie. Nie miałem dyskomfortu, że skarpety się ściągają w bucie. Powyżej kostek i na łydce też dobrze się trzymają i nie opadają. Mechacenia na razie nie zauważyłem.

Drugi kontakt – parokilometrowy marsz w deszczowej chłodnej pogodzie. Buty całe skórzane bezmembranowe. Na początku nawet chłodno było w stopy, potem jak już się rozgrzałem to i w stópki było przyjemnie ciepło i sucho. Ogólnie komfort w tych Smartwoolach jest fajny dla stóp, ale moim zdaniem dopiero poniżej 10 stopni C. Powyżej było mi w nich za gorąco, a w butach wysokich z membraną to bym się chyba ugotował. Zaraz po ich otrzymaniu latem założyłem je na próbę i było mi za gorąco w stopy, nawet bez butów. Jesień, zima i wczesna wiosna są idealnymi okresami do noszenia tych skarpet.


Trochę rozciągnięte są nadal, co na razie nie przeszkadza przy chodzeniu. Może po praniu się skurczą. Prane też nie były bo i nie śmierdolą jeszcze. Po zdjęciu butów wystarczy je przewietrzyć na balkonie i jest okej. Ogólnie zapachów nie łapią na razie. Mechacenia dalej nie ma. 


Czas na małe uzupełnienie - wrażenia z użytkowania na dzień 15.02.2017


Trochę mam dylemat ze skarpetami Smartwoola Medium Crew. O co chodzi? Przede wszystkim rozmiarówka jest dziwna. Jak je zakładam to pasują idealnie, jak zdejmuje buty to czuję jakbym w za dużych skarpetach chodził. Niby podczas chodzenia jest wszystko okej, ale tak po jakimś czasie robią się tak jakby luźne na stopach...Dziwne uczucie. Nigdy tak nie miałem z innymi skarpetami. 


Po którymś tam użyciu mam wrażenie, że mam wilgotne stopy w butach. Zdjęcie butów i macanie skarpet potwierdza jednak, że to skarpety są wilgotne a stópki są suchutkie i cieplutkie. Czyli tak jakby skarpety trzymały wilgoć z dala od skóry, i znowu niby wszystko jest okej. Ale to uczucie wilgoci w butach pozostaje. 


Ktoś używa/ł takich skarpet Smartwoola i może się odnieść do rozmiarówki i ogólnie komfortu noszenia? 


Skarpety poszły do prania, także zobaczę jak to teraz będzie wyglądało.



Dalej...


Po kilku praniach nie rozciągnęły się wcale ani też nie skurczyły, na co trochę liczyłem w związku z trochę sporym rozrzutem w rozmiarówce. Ale okej, wszystko jest w normie i tu nie mam na co marudzić. Trzymają się na stopach bardzo dobrze.


Pogoda sprzyja noszeniu takich wełniaczków. I tak, gdy jest mokro, wilgotno a temperatura jest delikatnie na plusie lub w okolicach zera to czuję, że stopy mam wilgotne w nich. I to zarówno w butach bez, jak i z membraną (4 pary butów). Gdy jest już poniżej zera – efekt ten sam po zdjęciu butów, wyczuwalne było zawilgocenie skarpet. Podkreślam – wilgotne są skarpety co przekłada się na uczucie także wilgotnych stóp i uczucie chłodu. Także na tę chwilę próbuję w dalszym ciągu rozgryźć Smartwoole, bo w innych skarpetach innych firm z podobnym składem materiałowym czułem się bardziej komfortowo. A uczucie wilgoci, mokrych przepoconych skarpet występowało znacznie mniej odczuwalnie. Używane na razie głównie w drodze do i z pracy, na spacerach z potomkiem, lekkich wędrówkach po terenach wokół Łodzi, no i oczywiście w gumofilcach przy pracach w sadzie i przy cięciu drewna (taki a’la drwal trochęJ). Ogólnie sporo w nich chodzę. Wszystkie skarpety tak sprawdzam, muszą podołać i tyle. Mechanicznie do tej pory wszystko gra, nic się nie przeciera i nie pruje. Ściągacze dobrze trzymają skarpety na swoim miejscu. 


Właśnie zostały kolejny raz wyprane. Podoba mi się, że są bardzo odporne na łapanie smrodku. Spokojnie można w nich chodzić po parę godzin dziennie przez powiedzmy 3-4 dni. Tyle na razie mi się zdarzyło i na koniec zapach był akceptowalny przez domowników i 3 koty, czyli jest okej. 


Porównuję Smartwoole z dwoma innymi parami skarpet z wełną Merino (firmy pominę może). Jedne mają jej 35% a drugie 65% w składzie, czyli tyle ile mają testowane skarpety. Jak wypada krótkie porównanie? Smartwoole prawie zawsze są wilgotne po zdjęciu butów. W tamtych dwóch parach skarpet tego nie ma, skarpety suche, stopy też. Buty też te same cały czas. 


Przy ostatnich większych mrozach sporo chodziłem w Smartwoolach. Mechanicznie i wizualnie wszystko jest z nimi w porządku. Chciałbym, żeby inne skarpety były tak odporne na zużywanie się. Natomiast jeśli chodzi o komfort użytkowania to już tak różowo nie jest. Cały czas mam w nich uczucie wilgotnych stóp, a podczas mrozu dodatkowo nie jest to za przyjemne uczucie. Po paru godzinach, wejściu do domu i ściągnięciu skarpet stopy są chłodne, lecz suche a skarpety wilgotne. Nie zawsze tak jest, ale częściej niż w porównywanych do nich skarpetach. Nie wiem od czego jest to zależne. 


Lubię je za komfort chodzenia i tę ich miękkość, zakładając je mam uczucie chodzenia w mięciutkich paputkach. Nie obtarłem sobie w nich pięt, co mam w zwyczaju często robić podczas kilkugodzinnych marszów. Zdjęte i położone koło grzejnika czy w przewiewnym miejscu szybko wysychają.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Kalenji Ekiden – skarpetki/stopki z Decathlona – opinia


   Będzie szybko i konkretnie! Chcecie fajne i trwałe stopki na lato? Walcie śmiało do Decathlona w Waszym mieście lub okolicy i kupcie stopki Kalenji w cenie 11 zł obecnie. Do wyboru szałowe dwa kolory biały oraz radosny czarny. Sprzedawane są w 3-pakach!! Ludzie, 3-pak skarpet za 11 złotych? Tak, można! I to można bardzo dobrze bo skarpety są rewelacyjne pod względem trwałości i ceny. Mam ich w sumie 12 par plus jeden 3-pak jeszcze nie napoczęty nawet. Długość u mnie wychodzi nieco ponad kostki. Nie ściągają się, są wygodne, dobrze się piorą i szybko schną. Używam ich od wiosny do jesieni zarówno w turystyce jak i na rowerze, także na co dzień np. po domu czy w pracy.
Moja opinia o stopkach Kalenji Ekiden jest jak najbardziej pozytywna – szczerze je polecam!

Skład: bawełna 55%, poliamid 40%, elastyn 5%


Wyprodukowane w Indiach





piątek, 10 czerwca 2016

Nanolux - preparat do obuwia - recenzja

Na wstępie pragnę podziękować Szanownej Administracji portalu NGT.pl oraz producentowi preparatu Nanolux za możliwość i udostępnienie środka do testu.  

  Preparat stosowany do ochrony stóp i obuwia (wcześniejsza nazwa NanoCare). Zwalcza nieprzyjemny zapach potu, zapobiega rozwojowi bakterii oraz grzybów. Środek bezwonny, neutralny dla materiałów obuwniczych. Oparty na bazie alkoholu etylowego i srebra. 



PIERWSZY KONTAKT

   Nigdy wcześniej nie używałem tego typu środków do butów do neutralizacji przykrych zapachów. Była to więc nowość dla mnie i dość sceptycznie podchodziłem do tematu. Ale do rzeczy. Preparat dotarł w kopercie cały i zdrowy. Puszka zawiera 250 ml preparatu w postaci aerozolu aplikowanego za pomocą dość długiej cienkiej plastikowej rurki z aplikatorem. Dane podane na opakowaniu mówią Nam min. o tym, że środek usuwa nieprzyjemny zapach potu, chroni obuwie oraz stopy przed rozwojem bakterii i grzybów, pomaga też w walce z grzybicą. Jest bezwonny i działa długotrwale. Podano też badania skuteczności i certyfikaty uzyskane w Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach oraz w Instytucie Przemysłu Skórzanego w Łodzi Oddział w Krakowie. Z tyłu jest podany sposób użycia oraz ostrzeżenia związane z obsługą puszki i płynu. Minus też taki, że środka nie można stosować bezpośrednio na gołe stopy. Jeśli chodzi o estetykę samej puszki to nie powala ona na kolana. W zasadzie niczym nie przykuwa Naszej uwagi. Na półce sklepowej raczej ciężko będzie się temu produktowi przebić wyglądem zachęcającym do zakupu. Cena preparatu wynosi 30 zł. Nie wiem jak jest z dostępnością po sklepach, w Łodzi nigdzie go przynajmniej nie widziałem. 




APLIKACJA

   Przed użyciem oczywiście należy wstrząsnąć puszką. Wężyk musimy przyczepić do spustu u góry puszki i można działać. Producent zaleca dokładne i bardziej ,,soczyste’’ pierwsze psikanie butów. Dogłębne użycie środka w butach ma ułatwić długi elastyczny wężyk z końcówką na końcu. Teoretycznie ułatwia, praktycznie moim zdaniem jest niewygodny w użyciu. Nie jest on sztywny tylko giętki i sprężynujący co powoduje, że wygina się na wszystkie strony. O ile w niskich butach wkładamy go niewiele do buta i da się nim sterować tak jakby, to w wysokim obuwiu po włożeniu wężyka głębiej może on dotykać do ścianki buta i wtedy cały psikany płyn jest tylko w jedno miejsce. Miejsce to jest mokre wtedy, ale na szczęście szybko wysycha. Także w takim przypadku aplikacja nie jest za dokładna. O wiele lepiej sprawdziłaby się krótsza plastikowa mniej giętka rurka, powiedzmy 20-25 cm długa.

   No ale okej, wstrząsamy, pakujemy wężyk do buta i psikamy. Środek wypełnia mgiełka i mocny zapach alkoholu. Całość w miarę szybko się ulatnia. Zapach nie jest jakiś mocno rażący, da się wytrzymać. Po paru minutach jest sucho a zapach jest ledwo wyczuwalny. 

EFEKT I SPOSTRZEŻENIA PO APLIKACJI

Buty, które pryskałem środkiem NanoLux 

1.Salomony Eskape (skórzane bez membrany).
2.Wolfskiny Sunset Beach (capią przeokrutnie bo chodzę w nich w pracy non stop)
3.Wolfskiny Providence zimowe wysokie 
4.Rowerowe spd Lake (dużo siatki i syntetycznej skóry, podeszwa to kawał Vibramu – całość pachnie trochę chińszczyzną).

   Salomony jako buty bez membrany i ze skóry prawie wcale nie śmierdzą, nawet po całodniowym chodzeniu nieprzyjemny zapach prawie całkowicie z nich znikał. Porządne skórzane buty tak mają. Do dziś moje 12-letnie Boreale Atlasy w środku przyjemnie pachną skórą!. Ale wróćmy do Salomonów. Popsikane pierwszy raz obficie i zostawione na noc do wyschnięcia. Na drugi dzień w nich chodziłem i wieczorem po zdjęciu ich zapach był w porządku. Taki efekt utrzymał się w nich przez parę dni. Potem psikałem je jeszcze 2 razy i było okej za każdym razem. Nie śmierdziały od początku za bardzo i po użyciu Nanoluxa takie pozostały. Tutaj jestem z efektu zadowolony. 

   Wyzwaniem okazały się Sunset Beach od Jacka Wolfskina, w których spędzam dużo czasu w pracy, jako w obuwiu na zmianę. Po prostu przepociły się i mega śmierdzą. Kilkukrotna aplikacja Nanoluxa nie pomogła im. Owszem, po aplikacji było jako tako, ale po paru godzinach smrodek wracał. Na te buty zużyłem najwięcej preparatu a i tak efekt był w zasadzie żaden. 

  Jack Wolfskin Providence spryskane wieczorem i zostawione na noc, rano na drugi dzień pojechałem w nich do pracy i wróciłem (dojazd zimą zajął jakieś 1,5 godziny). Po powrocie do domu delikatny smrodek nadal był, ale dało się zdjąć buty i zostawić w przedpokoju. Domownicy się nie skarżyli, więc wnioskuję że nic nie czuli. Providency pryskałem jakieś 4-5 razy tak nie za mocno. Powiedzmy, że z efektu jestem częściowo zadowolony. 

   Rowerowe buty spd Lake psiknąłem tylko raz i dałem sobie spokój. Zapach syntetycznej skóry i vibramu od nowości był w nich bardzo mocny. Chciałem ten zapach zlikwidować NanoLuxem, ale się nie udało. Zapach butów pozostał bez zmian. 

WYDAJNOŚĆ

   Wszystkie cztery pary butów opisanych powyżej razem psiknąłem coś koło 10-12 razy. Czy to dużo, czy mało? Moim zdaniem mało wydajnie wypadł ten preparat. Szybko go ubywało i pod koniec musiałem nawet zacząć oszczędzać trochę ,,moc’’ aplikacji. Na cztery pary butów z efektu w pełni jestem zadowolony przy jednej parze, przy drugiej częściowo. Przy pozostałych butach środek poległ zupełnie. Wynik 1,5 na plus do 2,5 na minus. Obecnie stosuję w ogóle jakiś najtańszy spray do butów z jednej z sieciówek. Psikam go sporo nie żałując na buty i wystarcza na zdecydowanie dłużej niż NanoLux. Efekty zapachowe są podobne niestety. Także przy cenie 30 zł i efektach aplikacji uważam, że NanoLux jest mało opłacalny. Chyba, że… przy naprawdę śmierdzących butach środek stosować tylko do tej jednej pary. Wtedy aplikować porządne dawki do jednych butów i na pewno też efekt i długotrwałość aplikacji powinny być lepsze niż przy rozdrabnianiu się na kilka par butów. 

PODSUMOWANIE

   Za 30 zł dostajemy preparat w średnio udanej stylistycznie/wizualnie puszce. Wystarcza go na kilkanaście psiknięć w buty. Sama aplikacja poprzez za długi i sprężynujący wężyk według mnie też sprawdza się średnio. Efekt jaki daje preparat też jest taki sobie. Polecam nie rozdrabniać się na ileś tam par butów, tylko używać go do jednej pary kapci. Powinno być w porządku wtedy i problem przykrego zapachu może zniknie na dłużej. Ogólnie jest jeszcze nad czym pracować, żeby ten preparat był lepszy w działaniu i wydajniejszy.

sobota, 28 maja 2016

Rowerem po Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich

   Korzystając z nareszcie ciepłych majowych dni pojeździłem trochę (56 km) po moich ,,starych'' okolicach. Osobiście uważam, że okolice wsi Moskwa, Plichtów, Grzmiąca czy Cesarki koło Strykowa to widokowo najładniejsze obszary parku. Są tu fajne wzniesienia, zjazdy i podjazdy, ładne widoki, sporo głazowisk narzutowych po ostatnim zlodowaceniu, są też Parowy Janinowskie i wspaniałe bukowe lasy. Żeby wszystko objechać potrzeba co najmniej kilka dni, a ja miałem jeden. 
   
   Jechało się przyjemnie choć kondycyjnie to mi daleko do najlepszej formy sprzed paru lat. Bazą wypadową było rodzinne Głowno. Polecam te okolice Łodzi i teren Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich. Warto skorzystać z porządnej mapy Compasu. 

Poniżej kilka zdjęć z trasy

Mostek na Mrożycy

Okolice wsi Borchówka

W pyle i kurzu..

Bardzo fajny fragment trasy - za wzniesieniem wieś Grzmiąca.

Ciąg dalszy trasy ze zdjęcia powyżej.

I jeszcze jeden mostek na trasie, też na Mrożycy.



Link do trasy na endomondo:   https://www.endomondo.com/users/27863978/workouts/latest