poniedziałek, 9 września 2013

2. Już prawie jesień…piesza wycieczka po Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich – okolice Grzmiącej i Brzezin (08.IX.2013r.).



    Pory roku są niezmienne, przynajmniej na razie, i nieubłaganie zbliża się złota polska jesień. Bardzo lubię tę porę roku. Zwłaszcza, gdy jest w miarę ciepło, świeci słonko a przyroda rozpieszcza Nas swoimi kolorami i zapachami. Wędrówka przez lasy i pola jest wtedy cudowna i trochę taka sentymentalna. Bo przecież niedługo wszystko zakryje biały puszek i zrobi się zimno, a my będziemy tęsknić do wiosny i lata.
    W tym odcinku ,,Włóczęgi po okolicy’’ chciałem Wam pokazać tereny troszkę oddalone od Głowna, jednak przepiękne jeśli chodzi o widoki i niczym nie zakłócaną ciszę. Dziś udamy się w okolice wsi Grzmiąca położonej niedaleko Brzezin. Dojazdu pks-em czy busem tam nie ma. Najłatwiej dojechać autem lub rowerem, to opcja dla tych bardziej aktywnych. Jak dojechać i skąd zacząć wędrówkę?. Już objaśniam. Najprościej jechać do Strykowa i następnie skręcić w drogę numer 708 do Brzezin. Jechać cały czas tą drogą prosto. Po minięciu wsi Tadzin wjeżdża się w większy kompleks leśny i tak około 2 km przed Brzezinami, na ostatnim zakręcie przed prostą do tego miasta trzeba skręcić w lewo w szutrową drogę. Po jakichś 500 metrach na jej końcu znajduje się fajne miejsce postojowe z zadaszonymi ławkami i stolikami oraz parking dla samochodów. Jest tu też tablica informacyjna z mapą okolicy i zaznaczonymi rezerwatami przyrody. Rowerem można tu dojechać na wiele sposobów lub pojechać po prostu od razu w teren.    
    W ten niedzielny słoneczny dzień wraz z Magdą postanowiliśmy właśnie pospacerować po takich mało znanych terenach. Najpierw mieliśmy plan pochodzić po Lesie Łagiewnickim, ale stwierdziliśmy, że przy niedzieli i takiej pogodzie może być tam zbyt tłoczno.. Wcześniej wielokrotnie przejeżdżałem tędy rowerem w drodze na wzniesienie w Plichtowie, lecz nigdy nie szedłem pieszo.

,,Zabytkowa'' leśniczówka...gdzie ten zabytek jest?
,,Muzeum w przestrzeni'' - tablica informacyjna.
     
    Na wspomnianym już parkingu zostawiliśmy autko, zabraliśmy plecaki i ruszyliśmy w drogę. Musieliśmy się cofnąć do trasy asfaltowej, którą tu przyjechaliśmy. Znajduje się tutaj tablica informacyjna ,,Muzeum w przestrzeni’’ z krótkim zarysem historycznym dotyczącym dawnej zabytkowej leśniczówki i siedziby Nadleśnictwa Brzeziny. Strzałka pokazuje 100 metrów w prawo, więc idziemy zobaczyć leśniczówkę. Na miejscu poczuliśmy lekki niesmak, bo spodziewaliśmy się zabytkowej leśniczówki, a zastaliśmy po prostu chyba wybudowaną od nowa, luksusową willę w lesie, która w przyszłości będzie domem leśniczego. Cóż, widocznie tak się odnawia teraz zabytki w Polsce. Cofamy się z powrotem do tablicy i skrzyżowania drogi szutrowej z asfaltową i ruszamy ścieżką leśną szlaku rowerowego w stronę Brzezin. Po paru minutach marszu dochodzimy znowu do asfaltu, przechodzimy go i skręcamy w las w prawo. Droga wiedzie lekko pod górę a po kilkuset metrach po lewej stronie naszym oczom ukazuje się kopalnia piasku.

Prawie jak na plaży lub pustyni.

Trochę wody i można lepić babki z piasku.



    Polecam wejście na jej teren. Dla lubiących się opalać jest tu prawie jak na plaży. Można sobie też na boso pochodzić. Kiedyś przejeżdżając rowerem obok tej żwirowni widziałem tutaj sesję ślubną młodej pary. Więc czy może być lepsza rekomendacja dla chwili odpoczynku w tym miejscu?:). Ze żwirowni wychodzimy z powrotem na leśną drogę, którą tu dotarliśmy i udajemy się na zachód. W zasadzie wariantów przejścia przez las przed Nami jest kilka.

A my wciąż na szlaku!.
My wybraliśmy ten zielonym szlakiem pieszym oraz rowerowym. Teren jest tutaj delikatnie pofałdowany. Idzie się w lesie, w cieniu drzew. Ważne, żeby cały czas kierować się na zachód, w stronę Łodzi.
Widok po wyjściu z lasu na pagórki PKWŁ.



  











Po jakimś czasie las się kończy a my wychodzimy na pola. Doskonale widać pofałdowany obszar z pagórkami i mini ,,dolinkami’’. Nazwa ,,Wzniesienia łódzkie’’ w pełni oddaje charakter tego obszaru. Warto pochodzić tutaj sobie niekoniecznie po polnych drogach, ale tak na przełaj, przed siebie. Odszukać wzniesienia ukryte w leśnych zagajnikach czy sporej wielkości głazy narzutowe. My właśnie tak zrobiliśmy. Po wyjściu z lasu poszliśmy w prawo przez pola i weszliśmy na niestety zalesiony pagórek. Gdyby nie sosnowy las na nim roztaczałaby się z niego piękna panorama na okolicę. Następnie doszliśmy do miejsca, gdzie zgromadzonych jest kilka naprawdę sporych jak na tereny centralnej Polski, głazów narzutowych przytarganych tu przez lodowiec ze Skandynawii.

Madzia na jednym z głazów. Cały pagórek jest usiany takimi kamolami i można by pomyśleć, że to miejsce pradawnego pogańskiego kultu.

    Zresztą takich pojedynczych głazów jest w okolicy całkiem sporo. Zrobiliśmy sobie chwilę przerwy na picie i podziwianie okolicy. Następnie zeszliśmy w dół w stronę Brzezin i podeszliśmy na kolejne wzniesienie. Z niego jest z kolei ładny widok na Grzmiącą oraz dalej za nią na lasy koło wsi Sierżnia. Natomiast patrząc w drugą stronę, na południe mamy ładną panoramę Brzezin.

Widok w kierunku Grzmiącej i lasów koło Sierżni.
Przestrzeń i Magda:)
Delikatny wiatr, cisza dookoła i takie widoki.

Przez to wzniesienie biegnie odcinek Łódzkiego Szlaku Konnego, prowadzącego od Brzezin do stajni we wsi Polik. Szlak jest nieźle oznaczony odpowiednimi znakami i tablicami informacyjnymi. Po przejściu takiej prawie pętli po tych polach zaczynamy się kierować najpierw polną drogą, a potem leśną z powrotem do samochodu. Mijamy znowu żwirownię po prawej stronie tym razem i przechodząc drogę numer 708 kierujemy się na parking. Możemy chwilę odpocząć lub prosto iść się ochłodzić w rzece Mrożycy. Jest ona oddalona jakieś 300 metrów od parkingu. Po minięciu szlabanu widać na ścieżce pozostałości fundamentów po młynie oraz po lewo stawidło. Po dojściu nad rzekę zjedliśmy sobie po wafelku i wróciliśmy do samochodu. Cała trasa zajęła Nam jakieś dwie i pół godziny, wraz z przerwami na picie, robienie zdjęć, podziwianie widoków itp. Wiem, że trudno dokładnie opisać trasę którą szliśmy, dlatego polecam każdemu dotarcie samemu w te miejsca i ich eksplorację. Obszar, po którym chodziliśmy wraz z zaznaczonymi najciekawszymi miejscami pokazuje zrobiona przeze mnie mapka:
 
Link https://mapsengine.google.com/map/edit?mid=zzydRrQRyaws.kkW6YGdJih74&hl=pl        

I na koniec serduszko...:)

środa, 4 września 2013

Fotorecenzja kurtki - The North Face Evolution Triclimate Jacket.





Słowem wstępu…

    Męska kurtka przeciwdeszczowa typu 3w1, w której zastosowano membranę dwuwarstwową Hyvent i fleecową podpinkę. Membrana ma zapewnić suchość podczas deszczu, ochronić przed wiatrem oraz zapewnić dobrą oddychalność. Dzięki podpince kurtkę można używać prawie przez cały rok. Kurtka posiada trzy kieszenie, w tym jedną napoleońską, oraz otwory wentylacyjne zapinane na zamki pod pachami. Wszystkie szwy są podklejone.

 Parametry

Oddychalność: 625-675 g/m2/24 hrs avg Upright Cu (w skali MVTR 20 000 g/m2/24H)
Wodoodpornosć: 25 PSI minimum po 20 praniach (40 000 mm/cm2)
Wiatroszczelność: 100%
Materiał: ocieplenie fleece
                materiał wierzchni 70Dx160D nylon z membraną HyVent 2L

Widok z przodu...

Dlaczego akurat The North Face?

    Moja poprzednia kurtka (Hannah model Stark) zakończyła swój żywot po blisko 6 latach ciągłego używania - po prostu odpadła w niej membrana. Dość długo poszukiwałem jej następczyni, aż w końcu znalazłem omawiany model kurtki w sklepie internetowym w bardzo korzystnej cenie i zamówiłem. Dodam, że wcześniej przymierzałem tę kurtkę w sklepie stacjonarnym, więc wiedziałem, jaki rozmiar zamówić, co w przypadku firmy The North Face jest dosyć ważne ze względu na inną, amerykańską rozmiarówkę. Poza tym potrzebowałem kurtki w miarę uniwersalnej, nadającej się do chodzenia po mieście i w górach, o możliwie dobrych parametrach i jakości wykonania. Spodobał mi się też system Triclimate 3w1, dzięki któremu otrzymuje się w zasadzie 3 opcje noszenia jednego zestawu kurtki. O zakupie zdecydowały też pozytywne opinie o firmie i membranie HyVent przeczytane w internecie i zasłyszane od sprzedawców w sklepach stacjonarnych.

Zastosowanie

    Kurtka według opisu jest czterosezonowa i tak też jej używam. System Triclimate sprawdza się znakomicie moim zdaniem. Zimą chodziłem z wpiętym fleecem, pod to koszulka termoaktywna i było mi w takim zestawie ciepło i komfortowo. Wiosną i jesienią w zależności od pogody używam samej podpinki albo     
...i z tyłu.
kurtki. Często jest tak, że chodzę w polarze, czy to po mieście czy w górach, a w plecaku mam spakowaną kurtkę, lub zupełnie na odwrót. Kurtka ma bardzo prosty krój, trochę taki workowaty nawet. Do codziennego użytku po mieście i w warunkach prawie wiejskich (mieszkam na obrzeżach małego miasteczka) jest idealna. Podczas górskich wędrówek po Tatrach, Bieszczadach, Gorcach także się sprawdziła. Jeżdżę w niej również na rowerze po mieście. W skrócie jest to uniwersalna kurtka na miasto i w góry oraz do codziennego użytku. Do bardziej ekstremalnych zastosowań się nie nadaje.

Jakość wykonania

    Mimo, że kurtka została uszyta w Chinach jej wykonanie nie budzi najmniejszych zastrzeżeń. Owszem, gdy na początku ją rozpakowałem i dokładnie obejrzałem to znalazłem dwie odstające nitki i lekko zaciągniętą na jednym oczku wewnętrzną siateczkę, jednak poza tymi ,,defektami’’ wszystko gra. Po ponad 3 latach noszenia jej daje się też zauważyć jakieś sterczące nitki czy trochę już wytarty materiał wierzchni kurtki. Wszystkie szwy i ściegi są równo poprowadzone, rzepy przyszyte prosto a loga producenta i napis HyVent elegancko wyhaftowane. Zamki także wszyto precyzyjnie. Nic się nie pruje ani nie przeciera. Podpinka także jest dobrze uszyta i nie mogę się do niczego przyczepić. Także po ponad 3 latach używania kurtka wygląda całkiem nieźle. Szycie i wykonanie oceniam bardzo wysoko.     


Budowa kurtki

1.Kaptur

    Wygodny i obszerny, w pełni regulowany, co przydaje się podczas jazdy na rowerze. Daszek nie jest 
Tył kaptura.
niczym usztywniony, jednak dobrze się układa i nie ogranicza widoczności. Kaptur ma możliwość zrolowania i schowania do kołnierza – całość zapinana na dwa rzepy. Wyściółkę kaptura stanowi śliski i cienki materiał. Kask wspinaczkowy czy rowerowy na pewno się nie zmieści pod niego. Dobrze wyregulowany kaptur nie ogranicza widoczności zarówno podczas marszu, jak i jazdy rowerem.

2.Rękawy

    Nie są jakoś szczególnie profilowane i nie mają wzmocnień na łokciach, ale ja tego nie biorę za wadę. Długość dla mnie idealna. Mankiety są ściągane na rzepy Velcro i jak do tej pory trzymają pewnie. Wewnątrz mają wszyty materiał, taki sam jak w kapturze. Tyle, że w rękawach ten materiał powoduje uczucie chłodu na rękach, gdy mocno wieje a ma się tylko koszulkę z krótkim rękawkiem na sobie. Przy podnoszeniu rąk do góry rękawy mają jeszcze sporo luzu i nie powodują podciągania całej kurtki w górę.

Boczna kieszeń i jej zamek YKK.


3.Kieszenie

    Dwie na dole po bokach kurtki oraz jedna na piersi po lewej stronie. Wyściełane delikatną siateczką, jednak do tej pory nic się nie rozpruło i nie zgubiłem nic włożonego do nich (pendrive, mp3, klucze, chusteczki itp.). Wolałbym jednak, żeby obie dolne kieszenie były z materiału a nie z siatki. Byłoby cieplej dla rąk zimą, a i psychicznie człowiek by się lepiej czuł trzymając w kieszeni pieniądze czy inne drobiazgi. Kieszenie zakrywają ok. 2-centymetrowe patki. W podpince są dwie kieszenie zasuwane na zamki, a od wewnątrz, jakby pod nimi kolejne dwie, ale już bez zamków. Wszystkie wyłożone miłym w dotyku materiałem. Ogólnie brakuje jeszcze jednej kieszonki np. takiej piersiowej wewnętrznej.     

4.Ściągacze i stopery
Dolne stopery ze ściągaczami.

    Znajdują się na dole kurtki oraz w kapturze. Porządnie wszyte i dobrze działające. Stoperki nie wyrobiły się jeszcze i działają dobrze. Pewnym mankamentem stoperów na dole kurtki jest ich wszycie na bokach. Zimą utrudnia to manewrowanie nimi, gdy ma się założone rękawiczki. Idealnym rozwiązaniem w kurtkach turystycznych jest umieszczenie tych stoperów z przodu kurtki po wewnętrznej stronie, przy ekspresie.  Podpinka nie ma ściągaczy tylko na dole wszytą gumkę bez jakiejkolwiek regulacji. Na kapturze jest ściągacz ze stoperem z tyłu oraz dwa z przodu. Działają dobrze i daje się je regulować także w rękawiczkach zimą.

6.Zamki

    Wszystkie zamki YKK, także te we wpince. Kurtka z wpinką ,,spinają’’ się bezproblemowo. Zamek główny można także rozpinać od dołu, co ułatwia znacznie ,,te sprawy’’ zimą. Kurtka z wpinką łączą się za pomocą oddzielnego suwaka oraz trzech pętelek – dwóch w rękawach i jednej na karku. 

Dwukierunkowy zamek główny YKK.
Główny zamek zapina tylko kurtkę. Z zamkami nigdy nie było do tej pory problemów. Działają sprawnie i nie zacinają materiału. Zamki pod pachami także działają sprawnie i można je rozpinać bez problemu jedną ręką. Wszystkie zamki w zestawie mają na końcach pętelki dla łatwiejszego ich chwytania. 

7.Odporność na eksploatację

   
Materiał wierzchni po ponad 3 latach użytkowania.
Po ponad 3 latach użytkowania tej kurtki nie zauważyłem żadnych niepokojących objawów. Nic się nie przeciera, nie odkleja ani nie pruje. Wpinka nie mechaci się ani nie pilinguje jakoś bardzo. Jedyne, co budzi niepokój to pętelka do wieszania w kurtce. Jest bardzo delikatna i podejrzewam, że zbyt mocne pociągnięcie mogłoby spowodować jej urwanie. 
  
Trochę przytarty materiał mankietu kurtki.
Jeśli chodzi o polar to ma on zdecydowanie solidniejszą tę pętelkę i spokojnie utrzymuje ciężar całej kurtki. Delikatne wytarcia materiału są lekko widoczne w newralgicznych miejscach, czyli na plecach i ramionach od plecaka oraz na mankietach. Rzepy przy mankietach i te na patce kryjącej główny zamek trzymają nadal mocno i pewnie.

8.Waga i wymiary po spakowaniu

    Całość waży 1247 gram. Wynik raczej średni, ale trzeba pamiętać, że to nie jest kurtka z jakiejś ekstremalnej serii do heroicznych zastosowań. Sama kurtka nie wydaje się być jakaś super ciężka, i podczas noszenia ,,prawie’’ jej nie czuć. Po maksymalnym zwinięciu nie zajmuje dużo miejsca w plecaku. Inaczej sprawa wygląda, gdy ma wpiętą podpinkę. Daje się odczuć ,,pancerność’’ kurtki na sobie. Maksymalnie skompresowana tworzy już spory pakunek w plecaku.  

9.Parę zdań o podpince
W polarze w taki upał...jak ja się dla Was poświęcam!.

    Podpinka jak już wiecie, może być noszona w komplecie wpięta (lub nie) w kurtkę lub jako osobny polar. To jedna z zalet kupna kurtki systemu 3w1 North Face’a. Polar jest porządnie uszyty, zero niedoróbek w postaci wystających nitek czy nierówno położonych szwów. Zamek główny i te od kieszonek to firmowe YKK. Działają sprawnie do tej pory. Na karku oraz na rękawach przy mankietach znajdują się pętelki służące do wpięcia polara w kurtkę. Pętelka do wieszania jest solidna i dobrze wszyta. Metki znajdują się przy pętelce do wieszania. Logo firmy jest równiutko wyszyte i bez żadnych prujących się nitek. Takie szczegóły świadczą o oryginalności produktu. Mankiety są luźne, nie mają żadnych gumek czy ściągaczy. Ściągacza nie ma też na dole polara, tylko jest tu wszyta elastyczna lamówka. I sprawdza się bardzo dobrze w tym miejscu. Kołnierz jest wysoki i po zapięciu zamka do końca u mnie garda dochodzi do ust.    
Materiał w rękawach polara - mało przyjemny podczas chłodnych powiewów wiatru.

W rękawach wszyty jest materiał i tu uważam, że całkiem niepotrzebnie. Bez niego, a przy samym materiale polara byłoby o wiele cieplej oraz trochę lżej. Gdy noszę polar na koszulkę z krótkim rękawkiem w chłodniejsze dni to przy powiewach wiatru ten materiał daje uczucie chłodu na rękach. W zestawie z kurtką jest już lepiej pod tym względem. Podsumowując to fajny polarek, dobrze uszyty, komfortowy o idealnym dla mnie kroju. Mały minus za ten materiał w rękawach.


Użytkowanie

1.Wodoodporność

    Kurtka do tej pory nie przemokła, mimo że miała ku temu wiele okazji podczas moich terenowych eskapad. Wszystkie szwy są dokładnie podklejone i kurtka nie przemaka na nich. Mżawka i lekki deszczyk nie robią na niej większego wrażenia i woda spływa po powierzchni kurtki. Jednak po długotrwałych opadach i kilku godzinach w deszczu materiał delikatnie nasiąka, ale nie puszcza wody, nawet pod ciężarem plecaka na ramionach. Natomiast kilka razy zauważyłem, że materiałowa wyściółka kaptura i rękawów jest delikatnie wilgotna. Miało to miejsce podczas sporego wysiłku i przypuszczam, że to od potu (należę do tych bardziej potliwych osobników). Nie przemoczył kurtki także mokry śnieg z deszczem, co dobitnie świadczy o jej dużej wodoodporności. Kieszenie również są odporne na wodę, nawet wtedy, gdy parę razy zdarzyło mi się zapomnieć je zasunąć. Stwierdzam, że kurtka do tej pory jest całkowicie wodoodporna.   

2.Ochrona przed wiatrem

    Owszem, kurtka jest wiatroodporna. Po szczelnym zaciągnięciu rzepów na mankietach i ściągnięciu stoperów na dole kurtki oraz zapięciu kieszeni i wywietrzników pod pachami nie czuć hulającego pod kurtką wiatru. Jedynym mankamentem, przynajmniej w moim przypadku, jest zbyt szeroki kołnierz w kurtce, przez który dostaje się wiatr i czasami zacinający w twarz deszcz. Przydałby się tutaj jakiś ściągacz. Problem znika, gdy tylko podepniemy fleece. Wtedy jest już w miarę ,,ciasno’’ przy twarzy i nic nie wieje. Dodam, że kołnierz jest pokryty od środka miękkim i miłym w dotyku materiałem. Zimą czy chłodną jesienią kurtka daje naprawdę świetną osłonę przez zacinającym wiatrem i śniegiem.   

3.Oddychalność

    Nie będę ukrywał, że oddychalność kurtki jest na średnim poziomie. Im chłodniej tym jest lepsza, ale tak jest z każdą kurtką. Na pewno oddychalność pogarsza wszyty w kapturze i w rękawach materiał. Na pozostałej powierzchni jest wszyta cienka siateczka, która raczej nie pogarsza oddychalności. Kilka razy czułem, że w kurtce jest mi za gorąco i po plecach płynęły krople potu. Sytuację poprawiają bardzo duże wywietrzniki pod pachami, które jednak stają się niewygodne podczas noszenia plecaka. Szelki od niego przechodzą przez ich środek. Przy minusowych temperaturach czuć, że kurtka ładnie odprowadza wilgoć i jest sucho przy ciele. Nie mam porównania jak działa np. Gore Tex, ale przypuszczam, że przy mojej potliwości miałbym podobne odczucia, co z HyVentem.

4.Kurtka plus podpinka – kilka słów o takim zestawie.

    Taki zestaw spisuje się bardzo dobrze w chłodniejsze pory roku. Polar dopełnia trochę za luźną gardę w  
Połączenie polara z kurtką na karku.
kurtce i wtedy całość tworzy naprawdę szczelną zaporę przed wiatrem i śniegiem. Wpięty polar dobrze trzyma się kurtki. Rękawy się nie podciągają i nic się nie przesuwa względem siebie podczas poruszania się. Całość nie krępuje również ruchów. Oddychalność zestawu jest powiedzmy, że dobra. Przy minusowych temperaturach jest ciepło i komfortowo, a membrana działa sprawnie odprowadzając wilgoć na zewnątrz. W wyższych temperaturach można się zgrzać przy większej aktywności. Trochę pomaga rozpięcie zamków pod pachami. Zresztą zawsze można przecież założyć cieńszy polar pod kurtkę lub chodzić tylko w kurtce i koszulce termicznej z długim rękawkiem pod spodem. A wpinkę wrzucić do plecaka. Pewnym minusem rozwiązania systemu 3w1 w kurtkach jest to, że gdy np. wchodzimy do schroniska to trzeba zdjąć kurtkę, jako całość i zostać w samej koszulce, często wilgotnej. Dlatego warto zawsze w plecaku mieć na takich wyprawach dodatkowy cieńszy polar. Chyba, że ktoś lubi bawić się we wpinanie i wypinanie polara za każdym razem po wejściu do domu czy schroniska.

Pętelki przy mankietach w polarze służące do wpięcia go w kurtkę.



Podsumowanie

1.Zalety
- Funkcjonalność systemu 3w1.
- Porządna wodoodporność.
- Dobra wiatroodporność (w komplecie z wpinką bardzo dobra).
- Jak dla mnie bardzo wygodna, komfortowa, nie krępuje ruchów i dobrze ,,leży’’.
- Ciepły, trwały i wygodny fleece w komplecie.
- Wysoka jakość wykonania.
- Dobry stosunek jakość/cena (zwłaszcza w promocji).
- Porządne i dobrze działające zamki YKK.
- Stonowany, nie brudzący się materiał kurtki i podpinki.

2.Wady
- Zbyt obszerny kołnierz kurtki, chociaż z wpiętym fleecem jest w porządku.
- Brakuje mi przynajmniej jeszcze jednej kieszeni.
- Znajdujący się w rękawach kurtki i w kapturze materiał pogarsza oddychalność.
- Oddychalność na średnim poziomie.
- Delikatna pętelka do wieszania kurtki.


Czas użytkowania

Prawie trzy i pół roku.

Pozostałe zdjęcia:
Polar z tyłu.
Pętelka do wieszania i metki w polarze.
 
Gumka wszyta na dole polara zamiast typowego ściągacza ze stoperami.
      

Kołnierz w polarze.
Zamek w polarze.
Wyściółka kołnierza w kurtce i patka chroniąca usta i brodę.

Jak widać garda kurtki jest trochę za obszerna.

Kołnierz kurtki.

Pętelka do wieszania kurtki oraz wpięcia polara.
Hologram na metce kurtki.

Idealnie wyhaftowane logo TNF.
Siateczka wewnątrz kurtki.

Dolny stoperek.

Otwór wentylacyjny pod pachą i jego zamek.

Drugi zamek służący do wpięcia polara w kurtkę.

Pętelki w rękawach polara i kurtki.

Wewnętrzny materiał kaptura.
Kieszonka piersiowa.
Duży otwór wentylacyjny pod pachą.
  
Polar - widok ogólny.

środa, 28 sierpnia 2013

Wypad rowerowy: Głowno – Rogów – Kolejką Wąskotorową do Rawy Mazowieckiej – Wilkowice – Godzianów – Lipce Reymontowskie (25 sierpnia 2013 roku).



Czas całej wycieczki – 8 godzin 30 minut
Czas jazdy rowerem – 4 godziny 12 minut
Czas jazdy kolejką z Rogowa do Rawy Mazowieckiej – około 1 godzina 20 minut
Dystans pokonany rowerem – 91 km


Pomysł i wyjazd.

Poranek za Kołacinem
Od dłuższego czasu miałem w planach pomysł przejechania się rogowską kolejką wąskotorową. Jednak zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Aż do wczoraj, kiedy to nadarzyła się okazja do zorganizowania fajnego i ciekawego wypadu. Pomysł był taki: z Głowna rowerem do Rogowa, stamtąd kolejką wąskotorową do Rawy Mazowieckiej i powrót do domu rowerem przez Lipce Reymontowskie. Pomysł był, teraz trzeba go było wcielić w życie. Dodatkowym plusem całej eskapady było to, że akurat tego dnia odbywały się dożynki w Białej Rawskiej i kolejka jechała do tego miasta (przez Rawę Mazowiecką) już o godzinie 9.00, więc miałem potem sporo czasu na zwiedzanie okolicy.  



Wiatraki w Kobylinie

Stacja i muzeum Kolei Wąskotorowej Rogów – Rawa – Biała.

Niedziela, pobudka o 6.40. Pierwsza myśl – ale mi się nie chce!. Normalni ludzie w niedzielę śpią i idą do świątyni, jedzą rodzinny obiad itd. Ale ja nie jestem z tych normalnych przecież. Ogarnąłem się szybko, spakowałem do plecaka, co trzeba na taką wyprawę, wypiłem gorącą herbatkę i ruszyłem w drogę. Nie ma to jak poranna rozgrzewka na rowerze. Do Rogowa miałem około 21 km z domu. Po drodze jechałem przez Dmosin i Kołacin. Ruch aut zerowy praktycznie…no tak, przecież wszyscy śpią. Do tego poranne mgły i słońce oraz niezwykle urokliwa dolina rzeki Mrogi. Zaraz za Kołacinem w Kobylinie zrobiłem pierwszy postój i kilka zdjęć okolicy w kierunku Głowna. Teren tutaj zaczyna już być lekko pagórkowaty w kierunku południowo-wschodnim. To gwarantowało ciekawy i urozmaicony widokowo powrót rowerkiem z Rawy. Najpierw jednak dojechałem do Rogowa i na stację kolejki. Łatwo tu trafić, bo miejsce jest dobrze oznaczone i zadbane.    
Stacja w Rogowie - niedługo odjazd!
Znajduje się tutaj muzeum kolejki, warsztaty, oraz oczywiście można obejrzeć cały zabytkowy tabor kolejowy. Miejsce wspaniałe dla pasjonatów kolejnictwa, turystów pieszych jak i rowerowych, oraz rodzin z dziećmi. Naprawdę, jest co oglądać!. Na stacji było już sporo osób oczekujących na odjazd pociągu, obsługa kolejki szykowała pociąg, było gwarno, sympatycznie. Wpakowałem rower do przedsionka ostatniego wagonu, zająłem miejsce i czekałem na odjazd.

Za 6 minut ruszamy.

Podróż zabytkową kolejką do Rawy Mazowieckiej.

Maszynista dał sygnał do odjazdu, delikatnie szarpnęło i pociąg ruszył. Nie będę ukrywał, że cieszyłem się jak małe dziecko. Po chwili przyszedł pan konduktor i zakupiłem bilet, rower pojechał za darmo.
Bilecik do kontroli proszę!.
Rozsiadłem się wygodnie na drewnianym, szerokim siedzeniu i obserwowałem pejzaż zza szyby. Po wyjechaniu z Rogowa kolejka jedzie praktycznie cały czas przez pola i trochę przez las. Jak już pisałem, w kierunku Rawy teren jest delikatnie pofalowany, pagórkowaty. Po żniwach na polach pozostały jeszcze snopki słomy. W pewnym momencie przed ciuchcią zaczęły uciekać spłoszone sarny. Istna sielanka po prostu. Pociąg leniwie, nieśpiesznym tempem sunie po torach, przez pola. Czasem trochę buja, coś zaskrzypi, świeci słonko…jest pięknie. Po drodze zatrzymuje się na stacjach w Jeżowie, Białyninie, Głuchowie, Boguszycach i wreszcie Rawie. W kilku miejscach pasjonaci kolei robili zdjęcia jadącemu składowi. Widać, że sporo osób jest zainteresowanych losem i dalszą przyszłością tej zabytkowej kolejki. Po około godzinie i 20 minutach dojechałem do stacji w Rawie Mazowieckiej. Wypakowałem siebie i rower. Tutaj pociąg miał dłuższy postój. O ile z Rogowa do Rawy nie jechało za dużo osób, to tutaj, można by rzec były istne tłumy chętnych do przejażdżki.
Klimatyczne wnętrze wagonu.
Naprawdę super, że tyle osób postanowiło spędzić niedzielne popołudnie w tak ciekawy sposób. Poczekałem na odjazd pociągu i zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcie przy budynku stacji. Następnie ruszyłem szukać kolejnego celu mojej wycieczki…
To tylko tak do zdjęcia:)

i móc zostawić wszystko w tyle...

Stacja w Głuchowie.


Rower jechał za darmo i w całkiem komfortowych warunkach.
Przyjazd do Rawy Mazowieckiej.
Stacja kolejki w Rawie Mazowieckiej.


Zamek Książąt Mazowieckich w Rawie Mazowieckiej.

Przyznaję, że zanim znalazłem zamek trochę pobłądziłem po Rawie. Jednak w końcu zauważyłem tabliczkę z wizerunkiem zamku i strzałką, w którym kierunku trzeba jechać. Po paru minutach byłem na miejscu. Teren zamku jak i podzamcza jest ładnie zadbany, stoi tu też tablica informacyjna z historią zamku.     
Pozostałości Zamku Książąt Mazowieckich w Rawie Mazowieckiej.
Obszedłem dookoła pozostałości murów, po czym udałem się na dziedziniec zamku i pod basztę. Ta robi niesamowite wrażenie swoją masywnością budowli i wysokością. Basztę można zwiedzać, ale ja z tego nie skorzystałem niestety. Porobiłem trochę zdjęć, pochodziłem po dziedzińcu i wróciłem z powrotem na teren obok murów. Rozłożyłem się na trawce, wyjąłem kanapki i picie i zrobiłem sobie mini piknik pod basztą. Wyobrażałem sobie, jak to kiedyś wszystko wyglądało, setki lat temu. Miejscowa ludność krzątająca się obok swoich domostw, rycerze na dziedzińcu zamku, obok fosa a na murach obronnych wartownicy wypatrujący wrogich wojsk.
Pamiątkowe foto musi być.
Tak sobie leżąc na słonku i dumając nad historią tego miejsca nie zauważyłem nawet, że minęła prawie godzina. Trzeba było się zbierać do drogi powrotnej do Głowna. Miałem przed sobą prawie 70 kilometrów do przejechania. Kawałek drogi za Rawą, z trasy na Skierniewice odbiłem wzdłuż torów, aby zobaczyć zabytkowy, stalowy most kolejki wąskotorowej przez rzekę Rawkę. Jest on trochę zaniedbany i ciężko się do niego dostać, jednak, jeśli weźmie się pod uwagę to, ile dziesiątek lat już służy to i tak trzyma się nieźle.


Powrót przez Wilkowice, Godzianów, Lipce Reymontowskie do Głowna.

Po obejrzeniu mostu wróciłem na trasę, przeciąłem ją i obrałem kierunek na Wilkowice. Według mapy do tej miejscowości miał być cały czas asfalt. Owszem, na początku był. Jednak z każdym kilometrem robił się coraz węższy i bardziej dziurawy, aż w końcu…zamienił się w polną drogę. Żadna nowość, pomyślałem, i jechałem dalej przed siebie podziwiając polne krajobrazy. Wreszcie dotarłem do asfaltowej drogi i po zaczerpnięciu informacji od tubylca pomknąłem już dalej we właściwym kierunku. W Wilkowicach na mapie widniał zabytkowy pałacyk. Spodziewałem się kolejnego zrujnowanego zabytku zarośniętego krzakami, a ujrzałem pięknie odnowiony i zadbany budynek. Niestety, tablica na bramie uświadomiła mnie, dlaczego jest w takim dobrym, zamieszkanym stanie – własność prywatna.
Pałac w Wilkowicach.
Cóż, może to i dobrze, bo przynajmniej ktoś dba o ten zabytek i nie popadnie on w ruinę jak setki jemu podobnych pałacyków i dworków w Polsce. Dalsza droga powrotna aż do Lipiec Reymontowskich upłynęła mi na podziwianiu widoków, delektowaniu się zapachami pokoszonej trawy i zaoranej ziemi na polach. Lubię taką samotną jazdę dziurawymi drogami asfaltowymi i polnymi. Można się porządnie odmóżdżyć i przemyśleć różne życiowe problemy. Ostatnim przystankiem na mojej trasie były Lipce Reymontowskie. Byłem tu już kilkakrotnie, więc nie zatrzymywałem się na dłużej. Jedynie na głównym placu wsi na ławeczce trochę odpocząłem i uzupełniłem napój w bidonie na dalszą drogę.
,,Domek Reymonta''.
Miejscowość jest znana głównie z pobytu Wł. St. Reymonta w latach 1888 – 1893, kiedy to pracował tutaj na odcinku kolei Warszawsko – Wiedeńskiej. Z ważniejszych atrakcji znajduje się w Lipcach także ,,Domek Reymonta’’, Muzeum im. Wł. St. Reymonta, Centrum Reymontowskie – Zagroda Ludowa, Muzeum Czynu Zbrojnego, Galeria Staroci i Pamiątek Regionalnych, liczne miejsca pamięci narodowej, Rezerwat Bukowiec i wiele, wiele innych wartych zobaczenia. Przyznacie sami, że jak na tak małą miejscowość jest tutaj co robić, oglądać i zwiedzać. Zresztą Lipcom w przyszłości poświęcę cały osobny wpis w dziale ,,Włóczęga po okolicy’’.
Symboliczny grób Boryny na cmentarzu w Lipcach.
Po około godzinie jazdy byłem w domu. Wycieczkę uważam za bardzo udaną. Zobaczyłem to, co chciałem i przejechałem się kolejką wąskotorową. Dystans na rowerze też wyszedł przyzwoity. Wszystkim pragnącym spędzić aktywnie czas i zobaczyć coś ciekawego polecam gorąco Arboretum w Rogowie, Muzeum Kolei Wąskotorowej i przejażdżkę samą kolejką, odwiedzenie Lipiec Reymontowskich i ich jakże licznych atrakcji.

Ps. Jak zapewne zauważyliście, niewiele piszę o historii poszczególnych miejsc, jak np. zamku w Rawie. Nie mam zamiaru Was zanudzać historycznymi tekstami, a jedynie chcę wskazać kierunek i pokazać, jak można spędzić wolny czas. Informacje o poszczególnych miejscach znajdziecie w przewodnikach i internecie. Także nie będę Wam podawał wszystkiego na gotowe, musicie sami troszkę poszukać i przede wszystkim chcieć się czegoś dowiedzieć.

Ps. 2. Zdjęcia z Lipiec Reymontowskich pochodzą z moich poprzednich wycieczek, bo podczas tej akurat padły mi baterie w aparacie tuż przed tą miejscowością.  

Most kolei wąskotorowej na rzece Rawce w Rawie Mazowieckiej.
Na stacji w Rawie Mazowieckiej.
Wnętrze zabytkowego wagonu kolejki.
  
Spłoszone przez pociąg sarny.
        
 Linki do stron:

Rogowska Kolej Wąskotorowa – http://kolejrogowska.pl/
Historia Zamku Książąt Mazowieckich w Rawie – http://www.zamkipolskie.com/rawa/rawa.html
Zabytki Lipiec Reymontowskich - http://www.lipcereymontowskie.pl/aktualnosci.html  (W zakładce atrakcje turystyczne).

Warto też zajrzeć do wydania łódzkiego ,,Wędrownika’’, numer II z 2008 roku. Prawie cały numer tego kwartalnika jest poświęcony Lipcom Reymontowskim.