wtorek, 19 listopada 2013

Listopadowy zachód słońca...



    Wiem, że dawno nic nie pisałem na blogu, ale…ale sporo się u mnie pozmieniało w życiu. Na szczęście nareszcie na lepsze!. No i pozmieniało się tak, że teraz będzie o czym pisać. Ale na razie cicho sza.
    Dziś korzystając z dnia wolnego w pracy i ładnej, choć zimnej pogody wybrałem się rowerem obejrzeć zachód słońca na wzniesieniach w okolicy wsi Nadolna oddalonej jakieś 13 km od Głowna. Dociekliwi znajdą to miejsce na mapie na pewno. Jak na tereny środkowej Polski ze ,,szczytu’’ rozpościera się całkiem przyjemna panorama na okolicę. Przy dobrej widoczności można dostrzec kominy ciepłowni na Widzewie w Łodzi. Dziś aż tak daleko nie było widać, ale i tak zachód był całkiem ładny. Trochę za wcześnie przyjechałem na miejsce rowerem i musiałem czekać jakieś 30 minut, aż zrobi się ogniście na horyzoncie. W międzyczasie zaobserwowałem też dwa stada saren, które spłoszone moją obecnością szybko czmychnęły do okolicznych zagajników (heh zdanie jak z poematu jakiegoś). Słoneczko coraz bardziej zachodziło za horyzont, ja spijałem sobie pyszną gorącą herbatkę owocową z termosu, pstrykałem foty…sielanka, że hej!. Naprawdę było warto. Czasem i niedaleko od domu można znaleźć miejsce, gdzie jest cisza, spokój, gdzie można się wyciszyć i poobcować z matką naturą sam na sam. Już kiedyś to pisałem chyba w którymś wpisie, ale ruszcie się za próg domu. Gdziekolwiek, dokądkolwiek, przed siebie. Podziwiajcie otoczenie, a potem znacznie przyjemniej będzie wracać do kubka gorącej herbaty w domu.
    Poniżej kilka zdjęć z tego wypadu. A już wkrótce postaram się wrzucić recenzję wiatrówki Quechua oraz relację z listopadowego wejścia na Babią Górę w ramach mojej korony gór Polski.   

Czekając na ,,ogień'' na niebie.
Dla takiego widoku warto marznąć, czekać, jechać bikiem ileś tam km....:)
Jakże odmienna słit focia z rąsi...:)


Ile się naszukałem płaskiego kamienia udającego statyw, żeby zrobić to foto!
Termos i herbata - recenzja (termosu oczywiście, choć tea też dobra) na blogu.
Prawie jak w górach, prawie...
Sarny
Podskoczyło mi się z radochy, a co!!:)
Czekanie...gorąca herbata, wiatrówka Quechua, czołówka BD Storm.


    










Brak komentarzy: